Źródło: KLIK
Interia udostępniła wywiady z aktorami z Violetty. Oto one:
Tini:
-Wcześniej nie wiedziałam wiele na temat Polski. Zwiedzaliśmy krótko Łódź, ale najbardziej zaskoczyło nas, ilu fanów zgromadziło się pod hotelem. Wszyscy śpiewali po hiszpańsku! We Włoszech było podobnie, ale przecież włoski i hiszpański są dużo bardziej podobne - zauważyła Martina podczas kameralnego spotkania z polskimi dziennikarzami.
Alba:
- Podczas koncertu w Polsce widzieliśmy, jak małe dziewczynki idealnym hiszpańskim śpiewały nasze piosenki i krzyczały po hiszpańsku. Takie malusieńkie dziewczynki! To jest dla nasz największy prezent - zachwyca się 26-letnia aktorka.
Diego:
- To niesamowite. Jesteśmy fenomenem nie tylko komercyjnym, ale również kulturowym
Ponownie Martina:
- Miałam szczęście dwukrotnie spotkać się z papieżem Franciszkiem. Zwłaszcza pierwszy raz był dla mnie bardzo emocjonujący. Na prywatnej audiencji byli z nami również argentyńscy piłkarze . Kiedy miałam powiedzieć coś do papieża, zamarłam w bezruchu, byłam sparaliżowana. I wtedy on powiedział do mnie: "nieś radość światu". Nigdy nie zapomnę tego zdania. Właśnie to staramy się robić. Odwiedzamy dzieci w szpitalach, pomagamy, chcemy dawać radość. Tego oczekiwał od nas papież. To jest jeden z najpiękniejszych aspektów naszej pracy.
Jorge:
- To wydarzyło się w Chile, tuż przed urodzinami Diego . Chcieliśmy kupić dla niego prezent, a hotel znajdował się tuż przy centrum handlowym. W związku z tym planowaliśmy na chwilę wyjść. Poprosiliśmy ochronę, żeby udała się z nami. Niestety, ochrona była akurat zajęta. Zwróciliśmy się do pracowników hotelu, żeby wyprowadzili nas bocznym wyjściem. Okazało się, że pod tym wyjściem czekało już kilka fanek. Nas były trzy czy cztery osoby. Błagaliśmy fanki, żeby nie krzyczały. "Zrobimy sobie z wami zdjęcia, wszystko podpiszemy, tylko nie krzyczcie, bo zaraz wszyscy się zbiegną". Oczywiście nie wytrzymały. Zrobiło się takie zbiegowisko, że musieliśmy uciekać z powrotem do hotelu. Prezentu nie udało się kupić, ponieważ fanki okupowały wszystkie wyjścia z hotelu, były jak oddział SWAT.
Facu:
- Chile? Pamiętam to! I opowiada analogiczną historię. Co ciekawe, z fanem płci męskiej w roli głównej.
- Zabawna sytuacja przytrafiła mi się w Gwatemali. Siedzę w swoim hotelowym pokoju, odpoczywam i nagle widzę, jak ktoś przez okno próbuje wedrzeć do pokoju. Zasłona się porusza, podchodzę i widzę, że właśnie wchodzi przez okno. Wystraszyłem się, pomyślałem, że ktoś chce mnie okraść. Okazało się, że to mój fan. Przyniósł swoją gitarę i chciał, żebym mu ją podpisał - wspomina Facundo.
Diego:
- Jak w każdej rodzinie kochamy się, kłócimy, godzimy, znowu się kłócimy i tak w kółko. Jednak zawsze, ale naprawdę zawsze, na koniec potrafimy się ze sobą dogadać. Żyjemy razem, jesteśmy razem na planie, podczas trasy koncertowej, widzimy się codziennie i spędzamy razem wiele godzin, dlatego każdy ma różne humory, ale szanujemy to .
Jorge:
- W trakcie kręcenia serialu spotykamy się wszyscy i gramy w piłkę nożną i w kręgle. Mundial oglądaliśmy z zapartym tchem.
Tutaj dziennikarze pytają się czy chcą podążać tą samą ścieżką ca Miley Cyrus...
- Jestem zupełnie inną osobą niż Miley Cyrus, ale na pewno będę chciała podążać własną ścieżką - Tini
- Bardzo chciałabym nagrać płytę we współpracy z moim tatą i z ludźmi, z którymi pracuję w serialu. To zdarzy się dopiero w przyszłym roku, ponieważ ten rok mam zajęty przez "Violettę" i przez trasę. Chciałabym, żeby to była płyta z przesłaniem, żeby trafiła do wszystkich odbiorców. Żeby piosenki miały przekaz związany z zaufaniem, solidarnością, pełen miłości - wylicza 18-latka. Zupełnie inne plany mają przyjaciele z serialu.
- Czujemy się przede wszystkim aktorami. To że śpiewamy i tańczymy, zostało dodane w "Violettcie". Nasza praca polega na tym, że wczuwamy się w role i stajemy się innymi osobami. I to właśnie chcemy robić. Nie chcemy być sobą, tylko chcemy wchodzić w role, które akurat mamy zagrać - zaznacza Alba Rico.
Diego:
- Jestem aktorem od 13. roku życia. Oczywiście śpiewam, ale granie to moje największe powołanie. Gram po to, żeby pewnego dnia zostać Javierem Bardemem czy Alem Pacino. Do tego mierzę - mówi 23-latek.
Jorge Blanco na myśl o zakończeniu serialu zrobił się wyraźnie melancholijny.
- Przez cztery lata kręcenia "Violetty" wszyscy bardzo się zżyliśmy: aktorzy, producenci, operatorzy... Koniec przygody z "Violettą", który nadchodzi, będzie dla nas bardzo dużym przeżyciem. Ale coś się musi skończyć, żeby zaczął się nowy etap.
Zanim jednak nadejdzie ten nowy etap, trzeba będzie jeszcze uszczęśliwić kilkadziesiąt tysięcy dziewczynek w Warszawie i Krakowie.
P.S Nie piszcie, że skopiowałaś itd, ponieważ napisałam źródło..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz